15 dodatkowych dni dostały firmy chcące wozić kieleckich pasażerów na tak zwanych liniach unijnych. Urzędnicy musieli przesunąć termin otwarcia ofert z powodu odwołania spółki Michalczewski, która zaskarżyła część przetargowych wymogów.

Linie z numerami od 102 do 114 pojawiły się na kieleckich ulicach dziewięć lat temu. To była rewolucja w rozkładach jazdy. Rewolucja dziś zaliczana do udanych. - Na Szajnowicza-Iwanowa bardzo mało autobusów wjeżdża. Gdyby nie te linie ciężko byłoby się wydostać - mówi jedna z pasażerek. Dziennie korzystają z nich dziesiątki tysięcy pasażerów. Bywa, że aż... zbyt wielu. - W szczycie to mnie aż cholera bierze no! Bo w szczycie to wszędzie, zawsze, nie można jechać - podkreśla kielczanka.

Dziś linie obsługuje kieleckie MPK, ale umowa wygasa z końcem roku. Dlatego ZTM szuka przewoźnika. Do walki oprócz MPK znów stanęła firma Michalczewski. I znowu zaskarżyła warunki przetargu, dlatego sprawa trafiła do Krajowej Izby Odwoławczej. Ta nakazała zmienić część zapisów. - Głowna zmiana po tym odwołaniu to termin rozpoczęcia - ten termin to będzie 180 dni od daty podpisania umowy, chcemy aby ten termin był 1 stycznia 2019 - mówi Grzegorz Witkowski, Zarząd Transportu Miejskiego w Kielcach. Dlatego ZTM chce jak najszybciej rozstrzygnąć przetarg i termin składania ofert po uwzględnieniu wyroku KIO wydłużył minimalnie - o 15 dni.

Do walki o pasażerów już dziś gotowe jest MPK. - Z naszego punktu widzenia zmiana terminu nic nie zmienia, bo my mamy kadrę, mamy bazę, jesteśmy przygotowani, przystosowani - podkreśla Elżbieta Śreniawska, prezes MPK Kielce.

Pozostałe firmy, muszą po ewentualnym zwycięstwie wybudować w Kielcach bazę, znaleźć kierowców i doświadczonych dyspozytorów. Oferty składać można do 30 maja.