Dwa martwe dziki znaleziono w Rudkach w gminie Szydłów. Wraz ze zwierzętami pojawiły się obawy o zbliżającym się afrykańskim pomorze świń. I choć lekarz weterynarii uspokaja, to mieszkańcy od 4 dni żyją w strachu. Do dziś nie wiadomo było jak martwe dziki znalazły się na prywatnej łące i kto ma je posprzątać.

Dwa martwe dziki leżą od piątku w pobliżu posesji państwa Kowalik z Rudek w gminie Szydłów.  I chociaż na miejscu była już policja, był też weterynarz - to zwierzęta... pozostały. Pozostał też problem. I pytanie - kto je ma usunąć. - Najpierw dzwoniliśmy na policje, potem do wójta.. jedni chcą nas obarczyć kosztami - mówi Wioleta Kowalik.

Ciała dzików leżą na polu państwa Kowalików. Rodzina hoduje krowy. I wypasa je na tej łące. Stąd obawy. - Zostaliśmy z niczym 4 dni.. wiadomo przecież to temperatura rozkłada się zwierzę - mówi Danuta Kowalik.

Dziki zostały zastrzelone. Najprawdopodobniej przez kłusowników. Bo koło łowieckie twierdzi, że w tym rejonie polowania w ostatnich dniach - nie było. Z kolei policja ma inne informacje. - Policjanci wstępnie ustalili, że koło łowieckie w Kielcach posiadało pozwolenie na odstrzał zwierzyny prowadzone w dn. od 10 do 14 maja na terenie gminy Szydłów - mówi podkom. Aneta Nowak-Lis, KPP Staszów.

Dochodzenie jest w toku. Jednak pozostają jeszcze... dziki. Których z pola państwa Kowalików jak dotąd - nikt nie zabrał. - Chcieliśmy żeby zutylizować tym bardziej że my, nie wiedzieliśmy żadnego protokołu, nie mamy wyników badań, nie wiedzieliśmy jak te próbki były pobrane więc tak naprawdę nie wiemy musimy wierzyć na słowo - mówi Wioleta Kowalik, właścicielka łąki.

Lekarz weterynarii, która na miejscu zbadała dziki uspokaja - nie ma żadnych podstaw do obaw. - Na terenie województwa świętokrzyskiego nie mamy afrykańskiego pomoru świń, nie ma również ustalonych stref zagrożenia, stref objętych ograniczeniami, stref ochronnych w związku z powyższym, dziki, które są zastrzelone nie podlegają badaniu w kierunku Afrykańskiego Pomoru Świń - mówi Zofia Słomka - powiatowy lekarz weterynarii w Staszowie

Obowiązek sprzątnięcia martwych, dzikich zwierząt należy do gminy. Wójt ma żal do mieszkańców, że zakopać zwierząt od razu nie pozwolili. - Dziki leża do tej pory, nie rozumiem jaki problem był w tym momencie, skoro próbki były pobrane zakopać je jeżeli nawet by weterynarz stwierdził, że były zakażone, to przecież protokoły, dokumenty są - mówi Jan Klamczyński, wójt Szydłowa.

Martwe zwierzęta trzeba zgłosić do utylizacji. I przyjechać po nie powinna nie gminna koparka, a profesjonalna firma. Dziki z pola państwa Kowalików zniknęły z tuż przed 18. Nie wiadomo kto je zabrał. Bo gdy przyjechała gmina, zwierząt już nie było. Do spray wrócimy we wtorkowym wydaniu Informacji.