Najczęściej dostają soję... modyfikowaną genetycznie. To podstawowe menu zwierząt hodowalnych. Menu - do zmian. Naukowcy szukają alternatywy, bo zarówno polski rząd jak i Komisja Europejska chcą zakazać stosowania GMO. Alternatywą może być białko pochodzące od... owadów.

Pół tony dziennie. Tyle soi wykorzystuje się w gospodarstwie Michała Matuszczyka. Kiedyś do karmienia zwierząt, potrzeba było dwa razy więcej ziarna. Ale niedawno do ich menu trafiły także bobik i łubin.

Najlepsze do prawidłowego wzrostu zwierząt jest białko, zawarte w soi. Do Polski z Ameryki trafia ponad 2 miliony ton modyfikowanych ziaren. Niektórzy świętokrzyscy rolnicy postawili na soję wolną od GMO, ale szybko przekonali się, że jest drożej. I to nawet o 500 złotych na tonie.

Naukowcy szukają alternatywy dla soi. Profesor Zygmunt Reklewski postawiłby na białko, pozyskiwane z... owadów. W Polskiej Akademii Nauk, takie badania prowadził jeszcze w latach 80.

Zakaz stosowania soi, modyfikowanej genetycznie, miał wejść w życie w przyszłym roku, ale znów został odroczony o kolejnych pięć lat. Ten termin jest przesuwany od dwunastu lat.