Wymaltretowany i skrajnie wychudzony pies trafił do schroniska w Dyminach. Mieszkańcowi kieleckiego osiedla Ostra Górka zwierzę odebrali policjanci, po interwencji przypadkowej osoby. Za okrucieństwo i nawet wieloletnie zaniedbania grozi nawet trzy lata wiezienia.

Pogodny, spokojny łasi się do wszystkich wokół - aż trudno uwierzyć jak wiele ma ufności do ludzi po tym, jak został potraktowany. Pracownicy schroniska w Dyminach załamali ręce, gdy zobaczyli zwierzę. Na karku psa ogromna ropiejąca rana - to po łańcuchu, który oplatał jego szyję miesiącami, może nawet przez lata i wrastał w ciało. - Był wrośnięty na taką głębokość, że potrzebna była operacja - opowiada Wirginia Panas ze schroniska. - Poza tym pies był bardzo wychudzony, powinien ważyć dwa razy tyle niż ważył  - dodaje.

Weterynarz ocenił wiek psa na cztery lata - choć zwierze jest tak zmaltretowane i zaniedbane, że wygląda na wiele starsze. Psia buda, w której mieszkał - oczywiście nie była ocieplona. Łańcuch, na którym był uwiązany, miał maksymalnie nie więcej niż półtora metra.

Policję zawiadomiła rowerzystka, która przejeżdżała obok jednej z posesji na osiedlu Ostra Górka w Kielcach. Dziś nikt nie chciał tam za nami rozmawiać. Właściciela psa przesłuchała wczoraj policja.

Za znęcanie sie ze szczególnym okrucieństwem nad zwierzęciem może grozić do trzech lat pozbawienia wolności. A wolność zyskał wreszcie Ozyrys. Bo właśnie to imie dostał biedy psiak, gdy trafił do schroniska. Razem z nowym życiem.

Zobacz relację Aleksandry Żaczek.